In her third exhibition with the gallery, Mia Dudek departs from the medium of photography – so far integral to her explorations on the body and space – in favour of painting, attempting to define a new language of expression. The works that emerge are not so much a formal change as a significant ontological shift. These paintings are not meant to depict; but to act as organic events, bodily discharges that materialise from the tension between the visible and the invisible, the present and the absent, the spoken and the unspoken.
The inspiration for this series of works was a reflection on bodily inefficiency – not as a flaw, but as a liminal state in which the subject is forced to reformulate their understanding of the body, purpose, and identity. In the spirit of Virginia Woolf’s essay, “a state of physical and mental confusion radically changes the perception of the world – it strikes at the elementary order of existence, creating a turning point in which the individual withdraws from the previously woven networks of relationships, desires and goals”¹. This state of “organic collapse” opens the eyes to what is barely noticeable. The accompanying turn inward, which may be read as potential desertion or alienation, marks the first stage of an ongoing transformation.
Dudek’s painting is not about illustrating this transformation, but about experiencing it somatically. The paintings are nested compositions—structures in which repetition and multiplication serve as transducers of emotions and tensions. The compositions are meant to resemble palimpsests, in which successive layers of matter and meanings are arranged into forms – fluid, soft, physiological. Their organic, sometimes sensual form evokes blood, tears, secretions – not as an ornament, but as psycho-history. A deliberate, unproductive productivity against the current. Each painting is an echo of another, a processing, an accumulation, a surge, a repetition that does not seek a final form but remains in a state of constant formulation.
In this exhibition, echoes of her previous practice are to continue to resonate: explorations of the relationship between body and architecture, between private intimacy and the impersonal structure of dwelling. After years of working with brutalist architecture and materials of a cold, often oppressive nature, Dudek continues her gesture towards the interior – without abandoning the questions of boundaries: the body as both interior and surface, painting as a place where substance and intention switch places. Present elements intentionally merge with earlier ones, signalling continuity within the entirety of her practice.
¹ Virginia Woolf, On being ill, The Hogarth Press, London, 1929/30.
* * * * *
W swojej trzeciej wystawie indywidualnej w Import Export, Mia Dudek porzuca medium fotografii – dotąd integralne dla jej działań z ciałem i przestrzenią – na rzecz malarstwa, podejmując próbę zdefiniowania nowego języka wyrazu. Powstające prace to nie tyle zmiana formalna, co istotny zwrot ontologiczny. Obrazy nie przedstawiają, lecz działają jak organiczne zdarzenia, cielesne wyładowania. Materializują się z napięcia między widzialnym i niewidzialnym, obecnym i nieobecnym, wypowiedzianym i niewypowiedzianym.
Inspiracją dla tej serii prac stała się refleksja nad cielesną niewydolnością. Nie jako ułomnością, lecz stanem granicznym, w którym podmiot zostaje zmuszony do przeformułowania własnego pojmowania ciała, celu i tożsamości. Podążając za esejem Virginii Woolf, stan fizycznego i psychicznego zamętu diametralnie odmienia postrzeganie świata – uderza w elementarny porządek egzystencji, tworząc punkt zwrotny, w którym jednostka wycofuje się z utkanych wcześniej sieci relacji, pragnień i celów¹. Ten stan „organicznej zapaści” otwiera oczy na to, co ledwie zauważalne. Towarzyszący temu zwrot ku sobie, odczytywany jako potencjalna dezercja albo alienacja, jest pierwszym stadium trwającej przemiany.
W malarstwie Mii Dudek nie chodzi o ilustrowanie tej przemiany, lecz o jej przeżycie. Obrazy są szkatułkowymi kompozycjami – strukturami, w których powtórzenie i zwielokrotnienie pełnią funkcję przetwornika emocji i napięć. Kompozycje mają przypominać palimpsesty, w których kolejne warstwy materii i znaczeń układają się w formy – płynne, miękkie, fizjologiczne. Ich organiczna, czasem zmysłowa forma przywołuje krew, łzy, wydzieliny – stanowiąc nie tyle ornament, co zapis psychohistorii i stanu intencjonalnej "nieproduktywnej produktywności". Każdy nowy obraz jest echem już istniejącego: jego przetworzeniem, spiętrzeniem, powtórzeniem. W płótnach Dudek nie chodzi o poszukiwanie finalnej formy, lecz pozostanie w stanie nieustannego formułowania.
Choć wystawa skupi się na medium malarskim, wybrzmią w niej także echa dotychczasowej praktyki fotograficznej i rzeźbiarskiej artystki: poszukiwań relacji między ciałem a architekturą, między prywatną intymnością, a anonimowością tkanki miejskiej. Po latach pracy z brutalistyczną architekturą i materiałami o chłodnym, często opresyjnym charakterze, Dudek kieruje się ku wnętrzu.
¹ Virginia Woolf, O chorowaniu, Wydawnictwo Czarne, Warszawa, 2010.